Fabryka powideł. Tak ten kompleks na Podzamczu nazywa większość lwowian. Ale powidła gotowano tu dopiero w czasach radzieckich. Przez prawie sto lat wcześniej wyrabiano tu rum, likiery i słodki rosolis. A robiła to jedna żydowska rodzina – Kronikowie.
Stoimy przy ulicy Bohdana Chmielnickiego 124. Kiedyś biegła tędy droga ze Lwowa do Żółkwi, a wokół rozciągało się przedmieście Znesienie.
W 1826 roku karczmarz Mozes Kronik kupił tu działkę. A w 1850 roku poprosił właścicielkę Znesienia, Franciszkę Laszkowską, o zgodę na otwarcie gorzelni. Zgodę dostał: mógł wytwarzać i sprzedawać każdy alkohol oprócz piwa i araku. Płacić miał za to 150 florenów rocznie.
Interes prowadzili dalej syn i wnuk. A sama rodzina była widoczną częścią żydowskiej gminy Znesienia: Mozes na przykład wspierał żydowski szpital. Syn, Lejb Kronik, razem z innymi przedsiębiorcami kupował działkę pod synagogę na Znesieniu. A wnuk, Józef, w 1872 roku założył firmę pod własnym nazwiskiem. Wyrabiała przede wszystkim rum i rosolis. Rosolis to słodki, aromatyczny trunek. Przygotowywano go między innymi na płatkach róż, a w Galicji dodawano jeszcze zioła i owoce.
W 1908 roku w fabryce wybuchł pożar. Kompleks odbudowano – i zaczął przypominać raczej romantyczny zamek z wieżą niż fabrykę. To właśnie ten neogotycki budynek widzimy dziś. Wygląd fabryki także stawał się częścią jej renomy.
W następnym roku Józef Kronik otrzymał honorowy tytuł c.k. dostawcy dworu – uznanie samego dworu cesarskiego w Wiedniu. A w 1912 roku firma przyjęła nazwę „Józef Kronik i Syn”. Syn – Moritz Kronik – był doktorem chemii. Jego rozprawa na Uniwersytecie Lwowskim dotyczyła syntezy octu.
Pierwsza wojna światowa rozproszyła rodzinę. Kronikowie wyjechali do Wiednia. A w 1915 roku, wycofując się ze Lwowa, wojska rosyjskie podpaliły fabrykę. Ale interes się odrodził. W 1926 roku Moritz wrócił do Lwowa i stanął na czele firmy razem ze wspólnikiem – Szulimem Wallachem, członkiem rady Żydowskiej Gminy Wyznaniowej we Lwowie.
I tu dla nas najciekawsze. Firma handlowała winami – najpierw węgierskimi, potem palestyńskimi. I coraz bardziej specjalizowała się w napojach koszernych. Na przykład w śliwowicy na Pesach. Zasady kaszrutu nie są tu już teorią. Są zasady – jest popyt. Jest popyt – jest produkcja. Żydowska tradycja kulinarna tworzyła całą gospodarkę.
A potem ta historia się urywa. W 1939 roku władza radziecka znacjonalizowała fabrykę. Podczas okupacji niemieckiej większość członków rodziny Kroników zginęła w Holokauście. Naziści zniszczyli też synagogę na Znesieniu, na którą kiedyś łożyli Kronikowie.
Budynek przetrwał. W czasach radzieckich rozlewano tu wino przywożone z Mołdawii i Algierii, a później przetwarzano owoce i warzywa i gotowano powidła. Stąd nazwa, która przeżyła samą fabrykę.
W 2015 roku kompleks kupił wiedeński historyk Harald Binder. A 18 listopada 2023 roku otwarto tu centrum sztuki Jam Factory. Budowano je również w czasie pełnoskalowej wojny, a piwnice fabryki służyły wtedy za schron. W wieży działa dziś ekspozycja historyczna – o Znesieniu i o rodzinie Kroników.
Karczma, gorzelnia, fabryka likierów, radziecki zakład powideł, centrum sztuki. Nazwy się zmieniały. Ale historia tego miejsca zaczyna się od rodziny Kroników. I to o nich warto tu pamiętać w pierwszej kolejności.