Chlib kulikowski: smak, który lwowianie wozili w prezencie

Rozpoznawano go z daleka: dwa niewielkie złączone bochenki, chrupiąca rumiana skórka, kminek i czarnuszka. Chlib kulikowski piekł przy ulicy Źródlanej 23, w swojej „Piekarni Kulikowskiej”, Natan Schwarz – żydowski piekarz pochodzący z miasteczka Kulików na północ od Lwowa. Nazwa chleba to nazwa rodzinnego miasteczka piekarza, a chleb ze Źródlanej rozsławił ją na całe miasto. Czy chlib kulikowski piekł ktoś poza Schwarzem – nie wiadomo.

Sprzedawano go jako „Chleb żytni Kulikoski”. Wspomnienia opisują go jako zadziwiająco lekki i puszysty chleb żytni, prawdziwy przysmak. Kupowano go w prezencie, wyjeżdżając ze Lwowa, a nawet podawano w kawiarniach i cukierniach.

Sława chliba kulikowskiego trwała od końca XIX wieku do drugiej wojny światowej. Wiersze poświęcał mu Marian Hemar, żartowali o nim Kazimierz Wajda i Włada Majewska z „Wesołej Lwowskiej Fali”, a uliczni śpiewacy ułożyli o nim balladę. Dla wielu lwowian stał się takim samym symbolem miasta jak kawa czy trunki Baczewskich. Tu, na Źródlanej, łańcuch naszej trasy – ziarno, targ, młyn – staje się chlebem.