Najlepszym prezentem we Lwowie były i pozostają cukierki albo tabliczka dobrej czekolady. W międzywojennym Lwowie było z czego wybierać. A jeden z najsłodszych adresów miasta znajduje się właśnie tutaj, na rogu ulic Sofii Jabłońskiej – dawnej Zawodskiej – i Tkackiej. Dziś do fabryki prowadzą wejścia od obu ulic.
W 1910 roku zaczęła tu działać fabryka cukierków i czekolady HAZET. Założyli ją żydowscy przedsiębiorcy Samuel Hammer i Wolf Zimand. Nazwa to po prostu dwie litery wymawiane po polsku: „ha” i „zet”. H i Z – pierwsze litery nazwisk założycieli. Podzamcze było wtedy dzielnicą przemysłową Lwowa: młyny, przetwórnie, wytwórnie alkoholu – jak pobliska fabryka Kroników. I fabryki słodyczy.
Pierwsze budynki powstały w latach 1910–1912. W latach dwudziestych fabrykę przebudowano, a projekt łączy się z architektem Izraelem-Markiem Sobelem. W 1925 roku pojawiły się tu silniki elektryczne, maszyny do rozcierania masy czekoladowej i młynek do kakao. W 1937 roku fabryka miała już budynek administracyjny, dwa budynki produkcyjne i magazyny. W latach trzydziestych HAZET był jednym z największych producentów słodyczy w mieście: czekolada, marmolada, andruty, karmelki, keksy i cukierki. Najpopularniejsze były „Caldorina” i „Tutti Frutti”.
HAZET umiał się też sprzedać. W 1932 roku, na zamówienie właścicieli, poeta Emanuel Schlechter napisał słowa reklamowego tanga – „Hazet – najsłodsze tango”. Można go było usłyszeć na dancingach i w lwowskim radiu. Piosenka wprost wymieniała „Caldorinę” i „Tutti Frutti”. Cukierek miał już swój wizerunek, swoją muzykę i swój nastrój. Dziś nazwalibyśmy to brandingiem.
Reklama była potrzebna, bo konkurencja nie spała. Głównym rywalem była fabryka „Branka” przy dzisiejszej ulicy Rodziny Szeptyckich. Jej historia zaczęła się już w 1882 roku od parowej fabryki cukrów i pierników Maurycego Brandstaettera. On także był żydowskim przedsiębiorcą. „Branka” produkowała cukierki, czekoladę, keksy, wafle, a nawet opatentowała sposób wytwarzania gęstej masy czekoladowej do nadzień. Pod koniec lat trzydziestych pracowało w niej ponad 500 osób.
Byli też mniejsi gracze – jak fabryka Jana Hoflingera. I był na tym rynku gracz ukraiński. Klementyna Awdykowycz-Hłynśka zaczynała od maszyny do szycia: owdowiawszy, sprzedała ją i zaczęła gotować owocowe cukierki. W 1924 roku, przy wsparciu metropolity Andrzeja Szeptyckiego, jej firma stała się „Fortuną Nową” – jedną z pierwszych ukraińskich fabryk słodyczy w Galicji. Jej najbardziej znanym wyrobem był zestaw czekoladek „Słodka historia Ukrainy”.
W 1939 roku wszystko się zmieniło. Władza radziecka znacjonalizowała fabryki. „Branka” stała się fabryką imienia Kirowa, „Fortuna Nowa” weszła w jej skład, a HAZET zamienił się w fabrykę „Bolszewik”. Wiosną 1962 roku postanowiono połączyć te fabryki z fabryką w Czortkowie. Najpierw nowa firma nazywała się „Czerwona Róża”. A od 3 sierpnia tego samego roku – już „Switocz”.
Nowa fabryka zmodernizowała wyposażenie, część kupiła za granicą. Od lat siedemdziesiątych lwowski „Switocz” to wizytówka miasta, towar deficytowy i obowiązkowa część prezentu. Po odzyskaniu niepodległości przez Ukrainę „Switocz” stał się spółką akcyjną, a w 1998 roku wszedł do grupy Nestlé.
A teraz spójrzcie na opakowanie „Switocza”. Jest na nim data: 1882. To rok „Branki”, a nie „Switocza”. Współczesna marka zebrała w sobie kilka historii. „Branka” dała jej datę. HAZET – mury fabryki tutaj, na Podzamczu. A epoka radziecka – nazwę.
Dwóch żydowskich przedsiębiorców, jeszcze jeden żydowski cukiernik, ukraińska przedsiębiorczyni z metropolitą, radziecki trust i szwajcarska korporacja. Cała ta historia mieści się w jednej tabliczce czekolady.