Noc. Na plac ze skrzypieniem wjeżdżają wozy z warzywami i owocami. Jest jeszcze ciemno, a handel już trwa. Do piątej rano zaopatrują się tu właściciele sklepów, szynków, restauracji, cukierni i piekarni. Dopiero potem przychodzą zwykli kupujący. To plac św. Teodora i serce przestrzeni, którą lwowianie nazywali Krakidałami.
Krakidały to nie jeden plac i nie jeden targ. Za Teatrem Skarbka, dzisiejszym teatrem Zańkowieckiej, zaczynał się cały świat handlu. Bazar Krakowski, plac Zbożowy, plac św. Teodora i sieć ulic, zaułków, podwórzy i przejść dawnego Przedmieścia Krakowskiego. Tak opisywał Krakidały lwowski pisarz Witold Szolginia.
Przed drugą wojną światową w tej części miasta mieszkało około 105 tysięcy ludzi. Ponad 62 tysiące z nich stanowili Żydzi.
Plac św. Teodora to jeden z najstarszych placów Lwowa. Okoliczne kamienice pochodzą głównie z drugiej połowy XIX wieku. Prawie wszystkie były czynszowe: właściciele wynajmowali mieszkania i parter. Na dole, wokół całego placu, mieściły się sklepy, hurtownie, szynki. A w podwórzach do dziś można zobaczyć spiżarnie i piwnice, w których trzymano towar.
Kiedyś handlowano tu starymi rzeczami – dziś powiedzielibyśmy „second hand”. W okresie międzywojennym plac żył już innym rytmem. Nocą i o świcie – hurtowy handel warzywami i owocami. Później – detaliczny. W każdy czwartek i piątek sprzedawano tu drób. Zapewne nie przypadkiem: to dni przed szabatem.
Na placu było ponad 100 straganów. Sprzedawano mięso i ryby – głównie karpia i śledzia. I ciekawy szczegół. Według opisu międzywojennego Lwowa mięso kupowała przede wszystkim polska biedota z Kleparowa i Zamarstynowa. A żydowscy kupujący brali głównie ryby. Karp to podstawa gefilte fisz, a śledź – jeden z najbardziej charakterystycznych produktów kuchni Żydów Europy Wschodniej.
To więc nie osobny „targ żydowski”. To wspólny targ miejski, na którym każda społeczność kupowała swoje – według swoich tradycji. Handlowali tu głównie kupcy żydowscy. A obok nich kupowali i sprzedawali Polacy i Ukraińcy – mieszkańcy biedniejszych przedmieść i okolicznych miasteczek. Był tu też czarny rynek: używane rzeczy, towar wątpliwego pochodzenia i bardzo barwna publiczność.
Druga wojna światowa złamała ten świat. Władza radziecka nazywała handel na własną rękę spekulacją. Naziści zapędzili Żydów do getta i pod groźbą rozstrzelania zakazali im chodzić na targi spożywcze.
Po wojnie handel na własną rękę długo się utrzymywał. Ale pod koniec lat pięćdziesiątych władze „uporządkowały” Krakidały. Targ spożywczy przeniesiono z placu św. Teodora na Kleparowską – tam, gdzie od 1947 roku działał Targ Centralny. Później przejął on nazwę „Krakowski”.
A stoi on na miejscu starego cmentarza żydowskiego, po raz pierwszy wzmiankowanego w 1414 roku. Naziści, a potem władza radziecka go zniszczyli, a macewy poszły na bruk i mury nowego targu. Pochowano tu Izaaka Nachmanowicza, fundatora synagogi Złota Róża, i samą „Złotą Różę”. Pod stopami kupujących na Targu Krakowskim leży pięć stuleci żydowskiego Lwowa.
Na miejscu dawnego Bazaru Krakowskiego, za teatrem, w latach dziewięćdziesiątych wyrósł targ „Dobrobut”. Na swój sposób kontynuował tradycję Krakidałów.
Dziś plac św. Teodora jest cichy. Ale to tu zaczynała się droga produktów na lwowski stół: od wozu do straganu, od straganu do kuchni.