„Abbazia”: kawa, z której rodziła się literatura

Nic nie robić. Popijać kawę. Skubać kipferl – rogalik w kształcie półksiężyca. I po prostu patrzeć przez duże okno. Takie marzenie zapisał kiedyś poeta Melech Rawicz. A okno było tutaj – w kawiarni „Abbazia”.

Jesteśmy przy prospekcie Swobody 33. Kiedyś była to ulica Karola Ludwika, główny deptak miasta. Lwowskie kawiarnie zawsze były czymś więcej niż miejscem na kawę. Były jednocześnie redakcjami, klubami i miejscami spotkań. Czytano tu gazety, grano w karty, bilard i szachy, zawierano znajomości i spierano się o politykę i sztukę.

Kawiarnię otwarto około 1901 roku pod nazwą „Edison”. Nazwisko Thomasa Edisona brzmiało wtedy jak synonim postępu i elektryczności. Później kawiarnię przemianowano na „Abbazię” – tak nazywano wówczas modne austro-węgierskie uzdrowisko nad Adriatykiem, dzisiejszą Opatiję. Bywalcami byli niemal wyłącznie Żydzi, a kawiarnia słynęła z żywej atmosfery.

Już kilka lat po otwarciu Gerszom Bader – działacz syjonistyczny, dziennikarz i wydawca gazet i czasopism w jidysz – rezerwował tu stoliki dla dziennikarzy i aktorów żydowskiego teatru Gimpla. Był to pierwszy stały teatr w jidysz w Europie. Bader został mentorem wielu młodych literatów. A gazety, które powstawały przy tych stolikach, czytała cała żydowska Galicja.

Od 1905 roku grał tu na stałe Chone Wolfsthal – muzyk teatru Gimpla i kompozytor. Z niewielką orkiestrą i śpiewakami wykonywał znane arie i własne piosenki.

Pod koniec tego samego roku urządzono tu wieczór z koncertem. Gościem honorowym był Szolem Alejchem. Przebywał akurat we Lwowie, bywał w teatrze Gimpla, a potem opisał swoje wrażenia w powieści „Błądzące gwiazdy” – powieści o świecie teatru żydowskiego. Część z niej poświęcił właśnie teatrowi lwowskiemu. Obok siedzieli miejscowi poeci, aktorzy, krytycy. Wśród nich – młody poeta Szmuel Jakow Imber, bratanek autora „Hatikwy”, przyszłego hymnu Izraela. Trzydzieści siedem lat później Imber zginie w Holokauście.

Ale najwięcej wspomnień o „Abbazii” zostawił Melech Rawicz – poeta, tłumacz, człowiek, który umiał gromadzić wokół siebie młodzież. Opisywał stałych bywalców: aktorów, pisarzy, dziennikarzy. I to samo marzenie – kawa, kipferl i duże okno. Za wszystkimi rozmowami o literaturze i polityce stoi proste ludzkie pragnienie: usiąść przy oknie i popatrzeć na miasto.

Kipferl to wypiek w kształcie półksiężyca, znany w całej Europie Środkowej. Dla Lwowa, żyjącego w kulturowej przestrzeni Austro-Węgier, był czymś zupełnie swojskim.

Wyobraźcie sobie tę kawiarnię. Przy jednym stoliku – dziennikarze. Przy innym – aktorzy. Ktoś kończy artykuł, ktoś spiera się o nowe przedstawienie, a muzycy szykują się do występu. I wszystko to przy filiżance kawy.

Melech Rawicz nadal skupiał wokół siebie literatów. Pod koniec lat dwudziestych we Lwowie powstało czasopismo w jidysz „Cusztajer”. Wśród jego twórców były pisarki Debora Vogel i Rachela Auerbach. Ale „Abbazia” już tego nie doczekała. W listopadzie 1918 roku, podczas wojny polsko-ukraińskiej, we Lwowie doszło do pogromu Żydów. Rabowano sklepy i mieszkania, ginęli ludzie. Zdemolowano też „Abbazię”. Nie zdołała się już podnieść i zamknięto ją w połowie lat dwudziestych.

Dziś to zwykła kamienica. Ale spróbujcie sobie wyobrazić: duże okno, gazety, kawa, kipferl, muzyka. Aktorzy, dziennikarze, poeci i młodzi ludzie, którzy spierają się o swoją przyszłość. „Abbazia” to historia nie tyle o kawie, ile o ludziach, którzy przy tej kawie się spotykali.