Przed nami nie budynek. Przed nami to, co z niego zostało. Kilka fragmentów murów, portal i pustka tam, gdzie stała kiedyś jedna z najstarszych synagog Lwowa – Złota Róża.
Wzniesiono ją w 1582 roku jako prywatną synagogę kupca i finansisty Izaaka Nachmanowicza, jednego z najzamożniejszych lwowskich mieszczan. Mówi się, że był nawet głównym finansistą króla Stefana Batorego. Budował ją Paweł Szczęśliwy – znany lwowski budowniczy epoki renesansu. Ale synagogę wzniesiono bez zgody duchowieństwa katolickiego. Arcybiskup poskarżył się do Rzymu i budowa stanęła na 12 lat. Dopiero w 1595 roku dobudowano do niej przedsionek i babiniec.
W 1603 roku przeniósł tu swoje insygnia i sąd lwowski kahał – organ samorządu gminy żydowskiej. Prywatna synagoga stała się główną synagogą miasta. Tego samego roku zaczął się proces z jezuitami, którzy chcieli przejąć budynek. Sąd nawet im go przyznał. Ale wejście do synagogi prowadziło przez dom Mordechaja, syna Izaaka, a ten po prostu nie wpuścił jezuitów na swoje podwórze. Synagoga pozostała przy gminie. I pozostawała nią prawie dwa stulecia – do 1801 roku, gdy nieopodal otwarto nową Wielką Synagogę Miejską.
Nazwa „Złota Róża” nie pojawiła się od razu. Później synagogę nazywano „Turej Zahaw” – „Złote rzędy”, od dzieła rabina Dawida ha-Lewiego Segala, który modlił się tu w połowie XVII wieku. A z czasem „Turej Zahaw” przemieniło się w „Rojza Zahaw” – „Złotą Różę”. Z tą nazwą wiąże się legenda o Róży, synowej Izaaka Nachmanowicza, która rzekomo poświęciła się, by odzyskać synagogę dla gminy.
Synagoga była tylko sercem całej dzielnicy. Wokół stały dom kahału, mykwa – łaźnia rytualna, bet ha-midrasz – dom nauki, jesziwa. I rzeźnia, w której szochetowie – specjalnie wyszkoleni rzezacy – ubijali zwierzęta według zasad szechity, aby mięso było koszerne. Większości tych budynków już nie ma. Przypominają o nich tylko tablice informacyjne w dawnej dzielnicy żydowskiej.
Bo synagoga to nie tylko miejsce modlitwy. Jej nazwa w hebrajskim to „Bejt Kneset”, „dom zgromadzeń”. Tu się uczono, załatwiano sprawy gminy, a w szabat modlono się, omawiano cotygodniowy fragment Tory i wspólnie siadano do stołu.
I tu wracamy do naszego tematu – do jedzenia. Życie gminy porządkował kaszrut – system zasad o tym, co wolno jeść, a czego nie. Wolno – mięso przeżuwaczy o rozdzielonych kopytach i niektórych ptaków, ubitych zgodnie z zasadami, oraz ryby z płetwami i łuskami. Nie wolno – wieprzowiny, większości owoców morza ani mięsa razem z nabiałem. A o tym, czy produkt jest koszerny, decydowali rabini. Szechita, jatki, synagoga i dom nauki stały więc obok siebie nieprzypadkowo. To był jeden system.
Ten system przerwała druga wojna światowa. W sierpniu 1941 roku synagogę ograbiono, a w 1943 roku naziści ją wysadzili. Ze Złotej Róży zostały fragmenty murów i portal.
Dziś jest tu Przestrzeń Synagog, otwarta we wrześniu 2016 roku według koncepcji berlińskiego architekta Franza Reschkego. Zakonserwowane szczątki Złotej Róży, oznaczone fundamenty domu nauki i memoriał „Upamiętnienie” – 39 kamiennych steli. Na wielu z nich – cytaty ludzi, którzy mieszkali we Lwowie, przeżyli Holokaust albo byli jego świadkami. Cytaty w językach oryginału: jidysz, polskim, hebrajskim, niemieckim, ukraińskim. Bo przedwojenny Lwów był wielojęzyczny.
Niczego tu świadomie nie odbudowywano. Ta przestrzeń pokazuje nie dawną synagogę, lecz miejsce, w którym stała. Bez dekoracji i bez złudzeń. I pozwala poczuć, jak wielkie było życie, które tu zniknęło.